Witaj - w moim zakątku internetu

Polish English French German Hungarian Spanish

Angieska stomatologia

wtorek, 08 listopad 2016 11:01 Napisał 

Po co one są nam potrzebne

 

Rankiem, 23 września, poczułem lekkie pulsowanie w okolicach końca żuchwy. O kurcze pomyślałem, Ząb Mądrości. To już czwarty. Dał mi się nieźle we znaki prawie 5 lata temu i byłem przekonany, że nie będzie już rósł. Okazało się jednak, iż potrzebował wyrosnąć jeszcze trochę. Od tej pory wszystko potoczyło się szybko. Jeśli chodzi o ból oczywiście. Kilka godzin i stał się on znaczny. Wieczorem pojawiła się gorączka. Chyba będzie ciężko. Cóż zrobić? Wziąłem tabletki i muszę to przeczekać.

Weekend minął. Za wyjątkiem bólu, wszystko bez zmian. Oko, ucho, gardło i praktycznie pół głowy. Szczęka i dziwny ból wewnątrz kości. Dlaczego nie wyrwałem tych zębów? Kolega dentysta, powiedział mi wówczas: będą komplikacje przy usuwaniu, a wyszły Ci praktycznie wszystkie, więc teraz nie ma już sensu. Zapomniał jedynie dodać, iż istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że jeden z nich nie wyszedł do końca. Może należałoby usunąć, chociaż tego jednego? Zobaczymy jak rozwinie się sytuacja.

Jest coraz gorzej. Zaczęły ściskać mi się bardziej zęby. Na nieszczęście dla mnie, zbyt mało miejsca, skutkuje wypychaniem tych mniejszych i słabszych do przodu. Jeden pękł i nawet nieźle się obłupał. Cały czas czuję mikroskopijne ruchy wszystkich zębów i ogromny ból wewnątrz kości. Jakiś inny, jakby ktoś włożył mi do środka żuchwy kolczasty, rozżarzony pręt i kręcił nim dookoła. Coś jest chyba nie tak. Tabletki przeciwbólowe, mimo podwójnej dawki nie działają. Próbuję mocniejsze, z kodeiną. Działają, jednak jedynie trochę. Cały czas czuję ból. Te „pół głowy”, zawsze tak jest przy zębach. Czasem słabiej, innym razem gorzej. Jednak ten wewnątrz kości jest niemiłosierny.

Pierwsza wizyta, tzw. emergancy - 28 września. Ogólne oględziny. Zdjęcie, a następnie debata i rozmyślania. Okazało się, oby tego było mało, że dodatkowo mam infekcję. Nic z tego. Będą pewne komplikacje, więc konieczny jest zabieg chirurgiczny w specjalistycznej placówce. W porządku, kiedy mam tam pojechać? Pytam. A tego to my nie wiemy. Zarezerwujemy Ci termin i oddzwonimy. Może sam się z nimi skontaktuję? Niestety, mamy procedury, których powinniśmy przestrzegać. Pamiętaj jeszcze, że pierwsza wizyta, to będzie jedynie konsultacja. Wówczas umówisz się na termin zabiegu. Na razie damy Ci antybiotyk i dodatkowo bierz tabletki przeciwbólowe. Wizyta £ 53,90. Dlaczego tak dużo? A bo to cena wizyty wraz z ceną zabiegu. W porządku, pal licho, ale ząb będę miał usunięty nie wiadomo kiedy. Dlaczego więc muszę zapłacić teraz za coś, co będzie wykonane w przyszłym miesiącu? A jak nie dożyję? Tak już jest, takie mamy zasady.

Pierwszy wolny termin 31 października. Miesiąc. Cholera by to wzięła. Trzeba przeczekać. Całe szczęście, że antybiotyk zatrzymał infekcję i przeraźliwy ból wewnątrz szczęki zaczął maleć z dnia na dzień. Teraz jedynie bolało mnie poł głowy. Bolało i to mocno. Praktycznie bez przerwy. Każdej nocy budziłem się po kilku godzinach snu i nie mogłem spać do rana. Zęby przesuwały się w dalszym ciągu a dwa kolejne pękły. Oj, niedobrze. Zawsze miałem takie proste.

Po telefonie do specjalistycznej przychodni, przesunięto termin konsultacji na 11 października. Fajnie, bo zawsze to trochę szybciej. Oj, będą pewne komplikacje, dlatego musimy usunąć pod narkozą. Dowiedziałem się na miejscu. Ktoś musi Cię przywieźć i odwieźć. Jak trzeba to trzeba, dla mnie to nawet lepiej. Termin zabiegu wyznaczono na 25 października. Dostałem wielką listę jak mam się przygotować. Cena wizyty: £53,90. Dlaczego, przecież już zapłaciłem? W zeszłym tygodniu zmieniły się zasady. Teraz należy zapłacić tutaj. Skontaktuj się ze swoją przychodnią i wyjaśnij sprawę. Co zrobić? W przychodni potwierdzili zmianę zasad, jednak oddali jedynie część: £18,90 zatrzymując dla siebie. To za wizytę emergancy. Ale dentysta nic nie zrobił. Jak to nie, oglądnął i przepisał antybiotyk. Niech wam będzie, darmozjady.

Wytrzymałem ponad 2 tygodnie, infekcja zażegnana, więc wytrzymam kolejne dwa. Nic się nie zmienia. Boli bez jakiejkolwiek przerwy. Tabletki praktycznie nie działają, mimo tego zażywam je w dalszym ciągu. Jednego razu dostałem morfinę, po której pierwszy raz od kilku tygodni przespałem całą noc. Nie wiem czy to bezpieczne, więc rezygnuję z dalszych dawek. Pozostaję przy kodeinie.

25 października jedziemy usunąć cholernika. Głodny, spragniony i wymęczony. Na czczo rozumiem, ale dlaczego nie mogłem się napić nawet wody? Tego nie zrozumiem. Na miejscu rozdmuchana do granic możliwości papierkowa procedura i zapraszamy do sali. Anestezjolog zaaplikował coś i oparłem głowę na zagłówku…

Poczułem lekkie potrząsanie. Obudź się, już po wszystkim. Co? A kiedy będziecie wyrywać? Przecież dopiero usiadłem. Już po wszystkim. Usłyszałem ponownie. A gdzie mój ząb? Chciałbym go na pamiątkę. Za późno, wylądował w koszu. Wstałem i dwie osoby musiały mnie przytrzymać. Czułem się jak na wielkiej bani. Wszystko dookoła wirowało. Jakieś drobne pouczenia, awaryjny tampon do ręki i dziękujemy.

Nawet bardzo nie bolało. Tak naprawdę to jedynie trochę. Całkiem nieźle, szybko, sprawnie i bezstresowo. Jakbym wcześniej wiedział, że tak to przebiegnie to usunąłby go już dawno temu. Po południu jak to zwykle po ekstrakcji, pojawił się ból. Przecież to normalne tłumacze sobie, biorę tabletki i do wyra. Na drugi dzień to samo. Biorę tabletki i jakoś funkcjonuję. Boli, ale co mi tam, kilka dni i będzie po wszystkim. Trzeci dzień identyczny. Czwarty, powtórka z rozrywki, chociaż dlaczego boli mnie coraz mocniej. Już wczoraj zdawało mi się, że coś jest nie tak. Poczekam jeszcze kilka dni, może przejdzie. Piątego dnia nie miałem już najmniejszych złudzeń. Powrócił kolczasty, rozżarzony pręt wewnątrz mojej szczęki. A oby tego było mało, jakaś niewidzialna ręka zaczęła nim poruszać. Cholera, nie jest dobrze. Po telefonie do specjalistów okazało się, że muszę przyjechać na oględziny.

2 listopada, po raz trzeci pojechałem do specjalistycznej przychodni chirurgii szczękowej. Ponownie papierkologia i wizyta. Na wstępie nasłuchałem się, że to normalne przy tym zabiegu i ból średnio utrzymuje się do dwóch tygodni. Na moje tłumaczenia, że doskonale to rozumiem, ale czuję, że jednak coś jest nie tak, dentysta postanowił obejrzeć wyniki swojej wcześniejszej pracy. Infekcja. Konieczne jest ponowne przeczyszczenie wszystkiego. Trochę pobladłem, ale co robić? Po wszystkim dostałem antybiotyk – za darmo. Zażywać regularnie, trzy razy dziennie i po tygodniu powinno być po problemie.

Dzisiaj minął tydzień i faktycznie problem w większości został zażegnany. Czuję, co prawda jeszcze niewielki ból w uchu, gardle i końcu żuchwy, ale to nic w porównaniu z poprzednim.

Od dnia, kiedy ząb zaczął mi doskwierać do czasu zabiegu, minęło 32 dni. Dodatkowe 8, bo dentysta zapomniał (lub zrobił to celowo) przepisać mi antybiotyk. Kolejne 7 to kuracja antybiotykowa infekcji. Blisko 50 dni i wliczając paliwo, ok. £ 100. Ciekawe jak wyglądałoby to w Polsce? Cena podejrzewam podobna, ale za to czas o niebo krótszy. A zawsze myślałem, że Anglia to taka cywilizcja.

 

 

Ostatnio zmieniany piątek, 11 listopad 2016 11:47
Czytany 1494 razy
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Najnowsze od Tomasz M. Plasewicz

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Artykuły powiązane

Komentarze

Najczęściej czytane