Witaj - w moim zakątku internetu

Polish English French Russian Spanish
  • Dubrownik

    Przepiękny widok na stare miasto
  • El Mina

    Afrykańskie porty - jakże inne niż europejskie
  • Istambuł

    Złoty Róg z Pałacem Topkapi prezentuje się okazale o każdej porze roku
  • Luzerna

    Piękna, cicha i spokojna
  • Mostar

    Symbol pojednania wschodu z zachodem
  • Porto

    Ratusz miejski ze swoją okazałą wieżą ratuszową
  • Portree

    Port Królewski - największe miasto na wyspie Skye
  • Wenecja

    Gondole - jedyny właściwy rodzaj komunikacji
  • Wiedeń

    Katedra św. Szczepana - duma i jeden z symboli miasta
  • Yazd

    Jedno z najstarszych miast świata
prev next

Motto

Słodycz triumfu i gorycz porażki…             Obie są gilotyną marzeń

Cytat

"Przyszłość należy do wyobrażni"             Albert Einstain

Mądrość

Chciałbym wiedzieć tyle, aby zdać sobie sprawę z tego ile nie wiem.....

Coś ciekawego

św. Mikołaj tak naprawdę pochodził z Myre w Turcji

2018, Izrael

Krótki rekonesans


 

 

Dzień 1 – 4.07.2018

Tel Aviv

 

Rząd Izraela postanowił rozruszać turystykę, więc uruchomił program dopłat do biletów. Każda linia lotnicza, która do niego przystąpiła miała przyznawaną ekstra dopłatę do każdego sprzedanego biletu. Gra warta świeczki, bo chodziło o kwotę 150 €. Pojawiły się więc niesamowicie tanie bilety i okazja, aby odwiedzić to ciekawe miejsce.

Londyn Luton jest nieco dalej oddalony i bez przesiadki się nie obędzie. Jadę więc samochodem – będzie szybciej i wygodniej. Na parkingu życzą sobie, abym zostawił kluczki. Spotkałem się już z czymś takim kilka razy, ale do tej pory nie przyzwyczaiłem. Cóż począć, skoro mają takie zasady. Z parkingu autobus dowozi wszystkich do lotniska. Pierwszy raz mam przyjemność tutaj gościć. Odprawa przebiega sprawnie, jednak później przez prawie pół godziny stoimy na schodach w korytarzu. Nikt nie wie dlaczego, ale drzwi wyjściowe są zwyczajnie zamknięte. Gorąco i duszno trochę doskwiera i ludzie zaczynają się niecierpliwić. Jest, w końcu, uśmiechnięta Pani z obsługi wypuściła nas na zewnątrz. Wsiadamy do samolotu, bagaże na półeczki, książki, komóreczki, laptopiki, co kto lubi  już przygotowane. Aż tu nagle Pilot oznajmia nam, że w powietrzu kanały są przeciążone i musimy jeszcze trochę poczekać. Korki powietrzne. Słyszałem o czymś takim, ale doświadczyć tego osobiście to już przeżycie. Kolejne pół godziny i o 15:30 startujemy. Jednak wielkość samolotu ma kolosalne znaczenie tak samo dla komfortu jak i czasu. Ponad pięć godzin lotu trochę się dłuży. Obok mnie pasażer wczytuje się w Torę. Czasami ostro gestykuluje, uderza się po udach i wygraża pięścią do niewidzialnego wroga. Niesamowite. Obserwuje siedzącego niedaleko zmanierowanego młodego Chasyda. Przez cały lot miał o coś pretensje do żony. Człowiek nie rozumie ani słowa, ale widzi, że coś jest nie tak. Nikt nie raczył mu przeszkodzić podczas modlitwy. Stewardesy chodziły wręcz na paluszkach, bardzo ostrożne, aby nawet go nie musnąć. Nie ma co, ale wyrobili sobie szacuneczek.

 

Tel Aviv, Izrael

 

Krótko przed 21 czasu lokalnego lądujemy na lotnisku Bena Guriona w Tel Avivie. Wóz albo przewóz myślę sobie i podchodzę do okienka odprawy paszportowej. Pani zerka na paszport, wertuje go i podaje oficerowi stojącemu za Nią.

- Mr. Plasewicz, a co robił Pan w Kijowie, 3 miesiące temu?

- Miałem międzylądowanie.

- A gdzie Pan leciał?

- Do Teheranu… - i uśmiecham się od ucha do ucha.

- Do Teheranu? A po co Pan tam leciał?

- A bo żonie chciałem go pokazać. To był taki nasz wyjazd okazji rocznicy ślubu.

 

Nastąpiła chwila konsternacji. Urzędniczka podniosła głowę i utkwiła we mnie wzrok. Założę się, że takiej odpowiedzi się nie spodziewali. Co mi tam. Najwyżej mnie nie wpuszczą. Zauważyłem, że kiedy stojący za urzędniczką oficer wypytywał o wszystko, Ona w spokoju mnie obserwowała. Czasami uderzając paluszkami w klawiaturę komputera.

- Do Teheranu z okazji rocznicy ślubu? Dlaczego nie do Paryża?

- Bo tam już byłem i to wiele razy.

- A w Teheranie nie?

- Tam też już kiedyś byłem, ale sam.

- O, był Pan już kiedyś wcześniej w Iranie. Kiedy?

- W 2010.

- A dlaczego Pan ma w paszporcie wizę z 2010 a z 2018 nie?

- Bo Irańczycy uruchomili eVisę.

- eVisę? Naprawdę?

- Dziwne, ale sposób jak na to zareagowali świadczył, że dowiedzieli się tego dopiero ode mnie. Chwila przerwy i stukanie w klawiaturę komputera.

- Gdzie Pan mieszka?

- W Wielkiej Brytanii.

- Czym się Pan zajmuje?

- Jestem inżynierem IT.

- A gdzie Pan pracuje? Nazwa firmy, miasto.

- Arrow Corporation USA, brytyjska filia w Braintree, Essex.

- W jakim celu pojechał Pan wcześniej do Iranu?

- A tak sobie pojechałem z przyjaciółmi.

- Jak to pojechał Pan?

- Normalnie. Spakowaliśmy samochód i pojechaliśmy zwiedzić Iran. Zawsze to lepiej, bo człowiek niezależny. A poza tym mają tam tanie paliwo.

- Samochodem? Z skąd?

- Z Polski.

- Z Polski do Iranu samochodem?

- Przecież mieszka Pan w Wielkie Brytanii.

- Tak, ale to było zanim się przeprowadziłem.

Kolejna chwila konsternacji.

- A gdzie Pan był w Iranie? Proszę podać miasta.

- Tabriz, Teheran, Isfahan, Shiraz, Yazd, Qom, Ahwaz, Busher, Kermanszah…

- Jak długo?

- 3 tygodnie.

- A z żoną?

- Dwa tygodnie.

- W tych samych miejscach?

- Nie we wszystkich, jedynie w Teheranie, Shiraz, Yazd, Isfahan, Kaszan i Qom.

- Ma Pan jakiś znajomych w Iranie?

- Nie.

- A gdzie jest teraz Pana żona?

- Została w domu.

- A nie chciała przylecieć a Panem?

- Chciała, ale musiała zostać z dziećmi.

- A z kim zostały dzieci, jak byliście w Teheranie.

- Z moją mamą.

- A teraz nie mogły zostać?

- Nie.

- Dlaczego?

- Bo mieszkamy w UK a moja mama w Polsce.

- To jak to zrobiliście poprzednio?

- Dzieci miały ferie, więc zawieźliśmy je do babci a sami wybraliśmy się w podróż. Teraz chodzą jeszcze do szkoły, bo w UK wakacje zaczynają się za dwa tygodnie.

- Jak ma na nazwisko Pańska mama?

- Ostaszewska.

- Proszę powiedzieć to nazwisko jeszcze raz ale z polskim akcentem.

- Ostaszewska.

- A Pan, dlaczego ma inne nazwisko?

- Bo tak to już w życiu bywa, że dziecko czasami ma panieńskie nazwisko swojej mamy.

Niesamowite, ale zmieszał się chwilę.

- Proszę powiedzieć swoje nazwisko po polsku i z polskim akcentem.

- Plasewicz.

- Po co Pan przyleciał to Izraela?

- Chciałem trochę pozwiedzać. Zobaczyć parę miejsc.

- Jakich?

- Tel Aviv, Jerozolimę, Masadę, Morze Martwe, Hajfę i Akkę.

- Ciekawe. A dlaczego Masadę?

- Bo wydaje mi się bardzo interesująca.

- Był Pan już wcześniej w Izraelu?

- Tak.

- Kiedy?

- W 2009.

- Gdzie konkretnie?

- W Jerozolimie.

- A jak Pan wjechał do Izraela?

- Byłem w egipskiej Tabie i pojechałem na wycieczkę jednodniową z hotelu.

- A żona?

- Została wówczas z dziećmi w hotelu. Ja pojechałem. A za kilka dni Ona pojechała, Ja natomiast zostałem z dziećmi.

- Jakie jest panieńskie nazwisko żony.

- Ziemba.

- Gdzie Pan się zatrzyma na noc?

- W Abraham Hostel.

- Ma Pan rezerwację?

- Tak.

- Proszę pokazać.

- Dlaczego tylko na dwie noce?

- Mówiłem, że pojutrze jadę do Jerozolimy.

- W szabat?

- Tak, ale rano.

- A w Jerozolimie gdzie się pan zatrzyma?

- Mam rezerwację w hostelu w starym mieście. Pokazać?

- Nie, nie trzeba. Proszę podejść do tamtego biura po drugiej stronie holu. Zaraz ktoś do Pana przyjdzie.

 

Kiedy kierowałem się do wskazanego miejsca spostrzegłem, że nikogo już nie było przy odprawach. Nie taki diabeł straszny jak go malują. Nie było, aż tak źle.
Ku mojemu zdziwieniu, na ławeczkach zasiadało kilkunastu interesantów. Królował rosyjski. Dosłownie za moment przyszedł do mnie „urzędnik” z formularzem, gdzie musiałem wpisać swoje podstawowe dane kontaktowe. Adres, nr telefonu, e-mail oraz oczywiście oddać paszport. Proszę jeszcze chwilę poczekać, oznajmił i poszedł. Nie czekałem zbyt długo. Po kilku minutach wrócił i wręczając mi paszport oznajmił, że mogę iść. Uff. Zeszło prawie godzinę.

Na zewnątrz okazało się, że autobus odjeżdża za pewien czas, więc wystarczyło jeszcze trochę czasu test Revoluta. Zmieniam walutę w apce na izraelskie szekle i takie właśnie wybieram z bankomatu. Żadnych opłat czy prowizji. Fantastyczne rozwiązanie.

Z lotniska do centrum jest nawet spory kawałek drogi, ale jeździ bezpłatny autobus. Zależy im na turystach. Szkoda tylko, że do hostelu mam jeszcze spory kawałem drogi a jest już bardzo późno. Proponuje przedstawicielowi mafii taksówkowej 20 szelki i ku mojemu zdziwieniu ten się zgadza.

Ahraham Hostel. Wielki kilkupiętrowy hostel, na naprawdę dobrym poziomie. Każdy pokój ma prywatną łazienkę wraz z toaletą, co już jest pewną klasą w tego typu obiektach. Nie ma także pokojów koedukacyjnych. Mimo późnej pory, hostel tętni życiem. Mnóstwo ludzi w recepcji, holu i wszelkiego typu rozstawionych wszędzie kanapach. Jest naprawdę sympatycznie.
Idę jeszcze zjeść coś lokalnego w pobliskim barze i czas na odpoczynek.

___________________________________   

 

 

Dzień 2 – 5.07.2018

Tel Aviv / Jafa

 

Abraham hostel serwuje śniadanie, jakiego nie powstydziłby się niejeden hotel. Generalnie obowiązuje typowy szwedzki stół, ale mnogość i różnorodność serwowanych potraw pozytywnie zaskakuje. I co najważniejsze: żadnej Nescafe tylko porządny ekspres ciśnieniowy z porządną i smaczną kawką.

 

Tel Aviv, Izrael 

 

Tel Aviv jest stosunkowo nową i niezbyt dużą stolicą. Zwiedzając miasto kieruję się nad morze. Jest to chyba najciekawsza atrakcja miasta. Ciągnąca się wiele kilometrów plaża z jasnym, niemalże białym piaskiem. Wzdłuż niej wybudowana jest promenada, przy której jest mnóstwo kawiarni i restauracji. Życie toczy się tutaj do bardzo późnej pory. Wieczorem można trafić na jakiś występ czy nawet koncert. Widoki są najciekawsze. Plaża, oddzielona od wysokich wieżowców jedynie ulicą. Większość widoków na pocztówkach z izraelskiej stolicy, pochodzi właśnie stąd.

Skwar jest niesamowity, termometr na plaży wyświetla 37oC w cieniu. Miło jest posiedzieć na ławeczce w cieniu i pooglądać surferów. Od dziecka uwielbiam szum fal i mógłbym spędzić tutaj cały dzień. Nie mogę tylko przyzwyczaić się do widoku młodych żołnierzy po cywilnemu z długą bronią. Chodzą po plaży w krótkich spodenkach, w sandałach, z dziewczyną za rękę i karabinem przerzuconym przez ramię. W kawiarni, sklepie, autobusie. Dosłownie wszędzie. Miejscowi nie zwracają uwagi, a przyjezdni udają, że jej nie zwracają. Z drugiej strony nie ma się czemu dziwić. Podobnie jak wojskowym helikopterom regularnie patrolującym wybrzeże.

Jafa bardziej mnie urzekła. Mniejsza, starsza i praktycznie wchłonięta przez młode i szybko rozwijające się miasto. Zamieszkiwana w większości przez Arabów, zredukowana do miana dzielnicy. A tak naprawdę to ona istnieje tutaj od dawna. Jako jeden z najstarszych portów świata, często była miejscem strategicznym. Ładnie odrestaurowana i taka jakaś bardziej przystępna. Zagłębiając się w jej uliczki można spacerować godzinami. A z wysokiego nabrzeża napawać się widokiem całej promenady Tel Avivu.

Wieczorem miła niespodzianka. Hostel zorganizował koncert zespołu Shiran. Scena, bar i taki niby występ studyjny, ale było kilkaset osób. Dziwnie słuchać ostrzejszej muzyki z hebrajskim wokalem. Jakiś czas później zobaczyłem, że wykonanie jednego z utworów na oficjalnym teledysku jest właśnie z tego koncertu. Nawet wystąpiłem tam kilkukrotnie. Można pokusić się o stwierdzenie, że koncert był pierwsza klasa. 

___________________________________   

  

 

Dzień 3 – 6.07.2018

Jerozolima

 

Dworzec autobusowy w Tel Avivie osiągnął trzy „naj” w moim rankingu. Najdziwniejszy, najwyższy i najbrzydszy. O ile z racji notorycznego braku przestrzeni wybudowano sobie kilkupiętrowy dworzec ze stanowiskami na samej górze, można zrozumieć. Podobnie jak rozgardiasz tam panujący. Jednak brud, smród i bałagan bardziej zbliża go trzeciego świata. Tak go zapamiętałem i pamiętać będę.

Zasady jak za dawnych czasów w polskim PKSie. Kolejka pasażerów do autobusu i kierowca sprzedający bilety. Jak jest komplet to odjeżdżamy, a reszta zostaje i czeka na następny. Doświadczam taki powrót do przeszłości.

Jerozolima. Święte Miasto. Styk trzech religii. Odwieczny i nigdy niezażegnany konflikt. Kiedy podchodzę do Bram Starego Miasta zastanawiam się ile ludzi przez nie przechodziło. Ile ludzi zginęło pod tymi murami. Historia praktycznie nie do opisania. Via Dolorosa. Idzie człowiek ulicą i uświadamia sobie, że była to część Drogi Krzyżowej. Nie zachowały się wszystkie stacje do obecnych czasów, ale odwiedzam istniejące. W szczególności, tę wybudowaną przez polskich żołnierzy. W Bazylice Grobu Pańskiego, aż trudno uwierzyć, gdzie człowiek się znajduje. Nastrój praktycznie mityczny. Tylko wysoce zniesmaczony grekokatolicki mnich odstaje od innych.

 

Grób Pański, Jerozolima, Izrael

 

Nie wiem dlaczego u nas przyjęła się nazwa Ściana Płaczu. Przecież Żydzi tam nie płaczą tylko się modlą. Może dlatego, że podczas modlitwy, bardzo często się kiwają i wygląda to jak lament? Dla wszystkich tutaj jest to: Zachodni Mur. Kolejne magiczne miejsce, gdzie człowiek zafascynowany wpatruje się we wszystko. Turyści jak turyści, ale setki rozmodlonych Żydów.

Nie podoba mi się jedynie, że katolicy mają zakaz wstępu do muzułmańskich części miasta. Policja lub wojsko bezpardonowo blokuje drogę. Nie ma wejścia dla innowierców i koniec. Mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni, bo zawsze chciałem zobaczyć Kopułę Na Skale.

Mea Sharim, czyli podróż w przeszłość. Istnieje wiele opisów i opowieści tej ortodoksyjnej dzielnicy. Dla mnie przede wszystkim to podróż w czasie. Podobnie jak jej specyficznie ubrani mieszkańcy i obowiązkowy sztrajmł na głowie. Po prostu lata 20 – te ubiegłego wieku.

Po południu zaczął się Szabat. Zamknięto praktycznie wszystko. Dookoła cisza i spokój. Jak podczas godziny policyjnej. W jednej z bocznych ulic kilkoro chłopców jeździ na deskorolkach i słucha muzyki. Nie minęło 15 minut jak przyjechał radiowóz policyjny. Porządek musi być.

Wieczór w Starym Mieście jeszcze bardziej pogłębia magię miejsca. Wąskie uliczki praktycznie się wyludniają. Dookoła cisza i półmrok. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby z za rogu wyszedł rzymski legionista. Wśród tej gmatwaniny uliczek, znalazłem swój hostel prowadzony przez Palestyńczyków. Odstający nieco od standardów, Hebron Youth Hostel. Zatrzymuję się w nim na noc. Jakaż odmiana w porównaniu do poprzedniego.

___________________________________   

 

 

Dzień 4 – 7.07.2018

Masada / Morze Martwe / Hajfa

 

Umówiłem się na transport do Masady na 3:30. Nic. Prawdę powiedziawszy o tej porze przy ciemnej i pustej ulicy straciłem nadzieję. A jednak przyjechali, tyle, że o 4:20. Szok. Przypomniało o sobie inne poczucie czasu.

Amerykańscy turyści z innej wycieczki, wysoce zdzwieni, że nie można zapłacić kartą za wstęp do Masady. Turyści, przez których ustawiła się niesamowita kolejka przy kasie – wspinaczkę zacząłem w okolicach godziny szóstej. Mało czasu, więc nadganiam tempo. Nie jest już ciemno i dookoła roztacza się iście półpustynny krajobraz. Wyżej wyłania się nawet Morze Martwe. Kiedyś jego brzegi sięgały dużo dalej, ale ostatnio kurczy się w zatrważającym tempie.

Masada. Twierdza na szczycie góry zbudowana przez Heroda Wielkiego. Najważniejszą role odegrała, jako ostatni bastion powstania żydowskiego w 73 roku p.n.e. Niespełna 1000 obrońców znalazło się w iście dramatycznej sytuacji. Doskonale zdając sobie sprawę, że nie mają żadnych szans, a to, co czeka ich w niewoli nie będzie niczym lekkim. Dowódca podjął decyzję o zbiorowym samobójstwie. Dokonano tego w ten sposób, że każdy mężczyzna zabił swoją żonę i dzieci, a następnie spośród nich drogą losowania wyłoniono dziesięciu, którzy pozbawili życia resztę. Jeden z pozostałej dziesiątki zabił kolegów, po czym popełnił samobójstwo. Nie ma dowodów, ale prawdopodobnie tym ostatnim był Eleazar Ben Jair, dowódca. Gdy następnego dnia ranko oddziały rzymskie weszły do Masady, znalazły jedynie zwłoki powstańców i ich rodzin. W kanałach natomiast ukrywały się dwie kobiety z pięciorgiem dzieci. Tak zakończyło się Powstanie Żydowskie przeciwko Imperium. Dziś każdy żołnierz służący w Siłach Zbrojnych Izraela musi na początku przejść tę drogę. To właśnie tutaj odbywają się zaprzysiężenia, a słowa ich roty kończą się znana sentencją: „Masada nigdy więcej nie zostanie zdobyta”.

 

Masada, Izrael

 

Miejsce i historia, z których mogą być dumni. Niby forteca, ale przypomina to bardziej dobrze ufortyfikowane wzgórze. Widok, jaki roztacza się dookoła powala. Nic dziwnego, że jest to tak popularne pod względem turystycznym miejsce. Nie mogłem się w pierwsze chwili nadziwić, dlaczego po prawie godzinnej i to niezłej wspinaczce znalazłem się 74 metry n.p.m. Po chwili dopiero zaskoczyłem. Start był z prawie 350 metrowej depresji. Nieźle.

Po wszystkim pojechaliśmy nad Morze martwe, ale przyznam szczerze, że ponad 40 stopniowy upał zaczął dawać się we znaki. I to w cieniu. Skwar, tak parzący skórę, że nie sposób było wytrzymać. Zimne hebrajskie piwko w cieniu nad skrajem morza, było jak ambrozja.

W Jerozolimie jesteśmy krótko po południu. Cisza jak makiem zasiał. Nawet samochody pojawiają się od czasu do czasu. Jeśli piesi, to zdecydowanie turyści. Dużo słyszy się o Szabacie, ale doświadczyć tego osobiście, to zdecydowanie, co innego. Cisza, to najbardziej utkwiło mi w pamięci. Po prostu wymarłe miasto.

Palestyńczycy jednak mają inne podejście do żydowskich świąt. 45 szekli i znalazłem transport do Hajfy. Tutaj podobnie, jednak nie wszędzie. Hostel Al Yakhour prowadzą Palestyńczycy. Jest wesoło, miło i kameralnie. Przy piwku oglądamy nawet ćwierćfinał mistrzostw świata. Rosja – Chorwacja, co za mecz.

___________________________________   

 

 

Dzień 5 – 8.07.2018

Hajfa / Akka

 

Jeśli Hajfa to Świątynia Bahtów. Kto widział ją wyłącznie na zdjęciu musi przyznać, że prezentuje się wspaniale. W centralnym punkcie miasta na najwyższym wzniesieniu. Dodatkowo uroku dodaje prosta i szeroka aleja w jej kierunku. Wychodząc z hostelu widzę ją na wprost, jedynie oddaloną o kilka kilometrów.

 

Ogrody i Świątynia Bahaitów, Hajfa, Izrael

 

Świątynia Bahaitów. Bardzo ciekawa religia, o której niewiele się słyszy. Z założenia podkreśla duchowość jedność całej ludzkości.  Łączy w sobie, elementy judaizmu, chrześcijaństwa, buddyzmu, islamu i religii hinduskich. Według wierzeń historia jej rozwijała się stopniowo poprzez boskich posłańców, z których każdy założył religię dostosowaną do danych czasów oraz zdolności rozumienia ludzi w tym okresie. Wśród posłańców byli Kryszna, Abraham, Budda, Jezus, Mahomet i inni. Uważa się, że ludzkość bierze udział w procesie wspólnego rozwoju, a potrzebą obecnego czasu jest stopniowe ustanawianie pokoju, sprawiedliwości i jedności na skalę globalną. A na koniec przysłowiowa wisienka na torcie. Kto by pomyślał, ale twórcą był Irańczyk. Szczątki, którego zostały potajemnie sprowadzone do Ziemi Świętej i złożone w Sanktuarium. Otoczone pięknymi ogrodami jest obowiązkowym punktem do odwiedzenia.

Po południu jadę do ostatniej twierdzy Krzyżowców. Na stacji kolejowej kontrola jak na lotnisku. Faktycznie, procedury bezpieczeństwa są na najwyższym poziomie. I dobrze, bo człowiek czuje się bezpiecznie.

Akka, jako bardzo ważne, strategiczne miasto portowe miało swoje upadki i wzloty. Wielokrotnie zmieniając właściciela, natomiast po upadku Królestwa Jerozolimskiego została stolicą państwa. Obecnie cień dawnej świetności. Miło jednak przespacerować się po murach nad brzegiem morza i wyobrazić sobie dawne czasy.

 

Stare Miasto, Akka, Izrael

 

Jadę pociągiem bezpośrednio na lotnisko. Klimatyzacja, WiFi … młodzi żołnierze po cywilnemu z bonią, pełna kultura. Dzień dobiega końca i jak to wszyscy zalecają, stawiam się do odprawy 3 godziny wcześniej.

- O ! – powiedziała jedynie celniczka na lotnisku wertując paszport.

- Wiem, byłem w Iranie.

- I nie tylko w Iranie.

- Rozmawiasz po angielsku czy potrzebujesz tłumacza?

- Rozmawiam.

- O której masz lot?

- 21:40.

- Po co byłeś w Iranie?

- Taka podróż z żoną okazji rocznicy ślubu …

- Słucham?

- Pojechaliśmy sobie na dwa tygodnie pozwiedzać. Przecież to nie przestępstwo. To interesujący kraj z bardzo bogatą kulturą, zabytkami i fantastyczną historią.

- Naprawdę? Np. co?

- Starożytna Persja.

- Jakie odwiedziliście miejsca? Shiraz? Isfahan? Yazd?

- Tak, ale jeszcze byliśmy w Qom, Kaszan, Teheran, Aran Bidgol i Abyaneh.

- Czy macie jakieś znajomych w Iranie?

- Nie.

- A po co był Pan tam w 2010?

- Turystycznie. Zwiedzałem.

- Sam?

- Nie, z grupą znajomych.

- Jaką? Proszę podać imiona i nazwiska.

- Wszystkie? Przecież to było 8 lat temu.

- Proszę spróbować sobie przypomnieć.

- Edward, Piotr, Bartek, Anna, nie pamiętam pozostałych.

- Przecież powiedziałeś, że to znajomi.

- Tak, z internetu. Grupa podróżnicza. Tacy pasjonaci.

- Utrzymujecie kontakt?

- Nie, po wyprawie jedynie z dwójką.

- Z kim?

- Edward i Piotr.

- Proszę podać nazwiska.

- (podaję oba)

- Gdzie mieszkają?

- Wrocław i Knurów, w sumie to Knurów i Wrocław.

- Czyli Edward jest z Knurowa, a Piotr z Wrocławia?

- Tak.

- A Ty?

- Mieszkam w UK, ale jak wówczas wyjeżdżałem to mieszkałem w Polsce w Jeleniej Górze.

- Jakie miasta odwiedziłeś w Iranie?

- Tebriz, Ardabil, Rasht, Masuleh, Teheran, Qom, Kashan, Isfahan, Yazd, Shiraz, Busher, Kermanszah, Sanandadż, Urmaj, Khoy.

- Dużo. Ile spędziłeś czasu?

- 3 tygodnie.

- Masz jakiś znajomych?

- Nie.

- A po co byłeś w Egipcie?

- Kiedy? 2008, 2009 czy w 2010?

- Każdego.

- Wakacje z rodziną.

- Jak podróżowaliście?

- Wyjazd kupiony w biurze podróży.

- Po co przyjechałeś do Izraela w 2009?

- Chciałem zobaczyć Jerozolimę?

- Czy ktoś Ci coś dawał jak jechałeś?

- Nie.

- Lubisz podróżować?

- Tak?

- Samemu czy z kimś?

- To zależy?

- Od czego?

- Od tego gdzie jadę.

- A z Edwardem i Piotrem często jeździsz?

- Byłem z Nimi jeszcze w Afryce.

- Np. w Mauretanii i Mali?

- Tak.

- Kto jeszcze z Wami był?

- Kilka osób z internetowych grup podróżniczych.

- Jakieś imiona, nazwiska.

- Nazwisk nie pamiętam, ale była Danusia, Basia, Cezar.

- Skąd?

- Nie pamiętam. Nie utrzymujemy kontaktów.

- Masz znajomych w Maroku?

- Nie.

- Po co tam byłeś?

- Pierwszym razem jak jechałem do Afryki, drugim na wakacjach z rodziną.

- W Tunezji też byłeś na wakacjach z rodziną?

- Tak.

- A dlaczego dwa razy a w Maroku jeden?

- Względy finansowe.

- Kogo znasz w Turcji?

- Mam kolegę w Istambule.

- Jak się nazywa?

- (podaję imię).

- (a dalej)…?

- (podaję nazwisko).

- Jak długo się znacie?

- Nie pamiętam dokładnie, ale prawie 20 lat.

- Często się widujecie?

- Rzadko, raz na kilka lat.

- Ty odwiedzasz Jego, czy On Ciebie?

- Ja Jego.

- Kiedy Go odwiedziłeś?

- W 2009 i 2015.

- A w 2008?

- Wtedy odwiedziłem Jego rodziców. Jego nie było?

- A gdzie był?

- W USA.

- USA? A co tam robił?

- Miał kontrakt, pracował kilka lat, ale wrócił do kraju.

- Z kim byłeś w Iranie?

- Piotr, Edward, Bartek, Ania…

- Czym się zajmujesz?

- Jestem inżynierem IT.

- Gdzie?

- Arrow Corporation. Firma z USA, ale pracuję w filii w UK.

- Odwiedzają Cię czasami Edward albo Piotr?

- Nie.

- Utrzymujecie kontakt?

- Czasami e-mail, rzadziej telefon.

- Masz znajomych w Tunezji?

- Nie.

- A w Bośni?

- Też nie.

- Jak wjechałeś do Izraela w 2009?

- Autobusem z Taby?

- Sam czy z Piotrem i Edwardem?

- Nie, z wycieczką. Przyjechałem w Egiptu na wakacje z rodziną. To są znajomi, z którymi czasami gdzieś podróżuję.

- Często podróżujecie?

- Do tej pory byliśmy dwa razy.

- Nie spędzacie razem wakacji?

- Nie.

- Gdzie byłeś w Izraelu?

- Tel Aviv, Jerozolima, Masada, Morze Martwe, Hajfa, Akka.

- Sam? Poznałeś kogoś?

- Nie.

- Masz znajomych w Izraelu?

- Nie.

- Czy ktoś coś Ci coś dał? Może chciał abyś przypilnował bagaż?

- Nie.

- Długo byłeś w Mali?

- Kilka dni.

- Z kim?

- Ze znajomymi z grupy podróżniczej.

- Np. Piotr? Edward?

- Tak. Podróżowaliśmy wówczas razem.

- Masz obcokrajowców w pracy?

- Kilku.

- Skąd?

- Wiele krajów. W UK jest wielu emigrantów.

- Tunezja, Turcja, Egipt, Maroko.

- Tunezja i Maroko.

- Jak się nazywają?

- Hamadi i Ahmed.

- Nazwiska?

- Nie pamiętam.

- Gdzie mieszkają Twoi rodzice?

- Tato nie żyje, mama wciąż mieszka w Polsce.

- Zaczekaj chwilę, muszę porozmawiać z przełożonym.

Po paru minutach podchodzi do mnie oficer mundurowy.

- Cześć,

- Cześć,

- Rozmawiasz po angielsku czy potrzebujesz tłumacza?

- Rozmawiam.

- Gdzie mieszkasz?

- W UK.

- Kiedy byłeś w Iranie?

- W 2010 i 2018.

- Czym się zajmujesz?

- Jestem inżynierem IT.

- Gdzie byłeś w Izraelu?

- Tel Aviv, Jerozolima, Masada, Morze martwe, Hajfa, Akka.

- Masz znajomych w Egipcie?

- Nie.

- A w Turcji?

- Tak.

- Możesz iść…

 

Normalnie film szpiegowski. Czułem się jak balon, z którego spuszczono powietrze. W głowie dosłownie pustka. Jeden wielki pisk. Mózg wprawiony na najwyższe obroty zaczął gwałtownie hamować. Spędziłem przy stanowisku ponad pół godziny. Celniczka oglądała w paszporcie kartkę po kartce i zadawał mnóstwo pytać dotyczących innych krajów. Jak napomknąłem jeden, jedyny raz, że w byłem wiele razy w Ameryce Południowej to pominęła to milczeniem. Afryka Północna i Bliski Wschód. To był priorytet. Przesłuchanie w pełnym tego słowa znaczeniu.

Ustawiam się w kolejce, wkładam na tacę bagaż i zaczynam wyciągać zawartość kieszeni.

- Proszę zabrać swoje rzeczy i udać się za mną – słyszę za plecami.

Ludzie z kolejki zmierzyli mnie zdziwieni i odprowadzili wzrokiem. W specjalnie przygotowanym i ustronnym miejscu tajniak oznajmił:

- Mamy tutaj Mike.

Na moje pytanie, co oznacza Mike zmierzono mnie jedynie beznamiętnym wzrokiem.

- Czy to Twój bagaż?

- Tak.

- Proszę położyć wszystko na stole.

- Czy ktoś coś Ci dał?

- Nie.

- Masz jakieś niedozwolone materiały? Broń? Ostre narzędzia? Płyny?

- Nie.

- Proszę usiądź i zaciągnij buty.

Zafundowano mi masaż stóp. Sprawdzono centymetr po centymetrze każdą część skarpety.

- Masz przy sobie metalowe rzeczy? Biżuteria?

- Tylko łańcuszek i obrączka.

- To nie jest istotne.

Strzelili mi chłopaki …. najnormalniejszego w świecie rentgena. Po przeanalizowaniu zdjęć zabrano się za bagaż. Bez pardonu wyciągnięto całą jego zawartość i zaczęto dokładnie sprawdzać każdą rzecz. Dosłownie każdy „ciuch” sprawdzany był centymetr po centymetrze. Każdy szew i zgrubienie. Bez znaczenia. Bluza, skarpety, koszulka czy spodenki. Wszystko bez wyjątku. Każdy kosmetyk przebadano w maszynie i normalnie podczas użycia. Każdy nieopisanym i nie przeźroczystym pojemniku powyżej 50 ml lądował od razu w koszu. Sprawdzono aparat i zrobione zdjęcia, sprowadzono telefon komórkowy i Kindla. Coś niesamowitego. Czułem się wręcz jak jakiś terrorysta.

- Możesz iść – oznajmił „sprawdzacz”.

- A znalazłeś lekarstwa? – trochę mnie poniosło i postanowiłem sobie zadrwić.

Jego mina mogłaby skruszyć kamień. Nie zapytał nawet jakie, gdzie itd… Nie powiedział dosłownie ani słowa. Tylko rozpoczął całą procedurę od nowa. Po kilku minutach znalazł przeoczoną, ukrytą kieszeń na dnie plecaka. Każdy listek tabletek był drobiazgowo analizowany. Woda utleniona badana jak kremy. W maszynie i normalnym użyciu.

Całość trwała bardzo długo i szczerze muszę podziękować ludziom, sugerującym wcześniejsze przybycie na lotnisko. Gdyby nie to, nie byłoby najmniejszej szansy abym zdążył na lot.

Po takiej kontroli nie mogłem znaleźć sobie miejsca w hali odlotów. Kręciłem się bez celu po sklepach wolnocłowych. Ceny zbijały z nóg. Dosłownie jak w Polsce, 3-4 razy wyższe od tych w marketach. Zadzwoniłem do domu, że już jestem po wszystkim. Ciekawe czy kod Mike upoważnia do odpalenia sławetnego Pegasusa? Nigdy się już o tym nie dowiem, ale jeszcze ze strefy wolnocłowej zadzwoniłem do domu podzielić się wrażeniami.

21:40 odlatuję do Londynu a przesypiając większość lotu, podróż mija szybko. Szkoda tylko, że po wylądowaniu zapomniałem, na którym parkingu zostawiłem samochód… Chwila konsternacji, krótka rozmowa z kilkoma kierowcami autobusów i problem zostaje rozwiązany. W nocy przy pustej drodze szybko łyka się mile. Parę minut po 2 nad ranem jestem w domu.

Dużo można powiedzieć o Żydach. Można ich lubić albo i nie. Jednak należy przyznać rację, iż procedury bezpieczeństwa mają na najwyższym poziomie. Jeśli ktoś zna historię, nie powinno to dziwić. Naród, który tyle wycierpiał na przestrzeni tysiącleci w końcu doczekał się swojego raju. Nie powinno więc dziwić, że tak o Niego dbają. Jest to naprawdę godne podziwu.

___________________________________   

 

 

 

 

Czytany 586 razy
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Najczęściej czytane